• Wpisów: 34
  • Średnio co: 61 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 21:39
  • Licznik odwiedzin: 25 191 / 2157 dni
 
kalaharii
 
annonyance.png


Przyszedł do mnie zakłopotany młody człowiek. Co pana sprowadza? – spytałem. Ja w kwestii nieprzystosowania. Gdzie się obrócę czytam i słyszę ponaglenia: „bądź przedsiębiorczy!” albo „bądź ambitny!”, czy „bądź lepszy!”.
Ale ja nigdy nie byłem przedsiębiorczy, nie z lenistwa, lecz z przyczyny może genetycznej, ponieważ mnie bardziej interesują liście na drzewach i chmury na niebie niż forsa w portfelu. Nie widzę nic godnego uznania w upartym i gwałtownym zarabianiu pieniędzy, bo uważam, że są ciekawsze w życiu zajęcia. Nie pochwalam wysiłków, aby stać się lepszym od innych w gromadzeniu forsy, odnajduję w tym nieprzyzwoitość i trochę mi to moralnie cuchnie. Dzisiaj już  wiadomo, że wszystko, co miało być lepsze, okazało się jeszcze gorsze!?

Proszę pana, sprawy rzeczywiście nie wyglądają różowo. Poprzednie próby okazały się kompletnie chybione.
Kapitalizm to było w XIX wieku monstrum straszliwe, pożerał żywcem tysiące ludzi, nawet dzieci nie oszczędzał, trawiony nieustannym głodem zysku. Świat później wymyślił jako rodzaj cudownego uzdrowienia, jako rzekomo wyższy i lepszy etap rozwoju – stało się najokropniejszą tyranią pod słońcem. I może właśnie z tej przyczyny ludzie doszli do wniosku, że wobec tak strasznej alternatywy trzeba zostac przy tym, co jest, co zostało jakoby przez historię sprawdzone i nawet dało świetne rezultaty.

Myślę, że dzisiejszy model ma jakąś szansę u nas, bo on jeszcze się sprawdza w krajach zacofanych,  gdzie jest dużo biedy, a wraz z biedą dochodzi do głosu brak zasad, okrucieństwo, brutalnośc i pazernośc.
W takim kraju jak Polska można będzie jeszcze przez kilkanaście lat doznawac oszołomienia pod wpływem wzrostu stopy życiowej i coraz większych kontrastów pomiędzy tymi, którzy chcą uchodzic za przedsiębiorczych, a takimi jak pan, co sens życia odnajdują w liczeniu liści i przyglądaniu się chmurom.

W okresie mego życia, które upływało w wiecznym niedostatku, w ciasnocie perspektyw, w szarości i ucisku – inni budowali kolorowe światy. Kiedy stałem się wolnym człowiekiem i otrzymałem od historii szansę współudziału, to okazuje się, że już nie jest ani tak kolorowo. A wszystko z powodu, że świat chyba nigdy jeszcze nie był tak pusty myślowo jak obecnie.
Niektórzy coś mamrocza o poszukiwaniu złotego środka pomiędzy wolną przedsiębiorczością w liberalnym stylu a opiekuńczym charakterem nowoczesnego państwa, ale świat to już przerabiał, nawet w perfekcyjnym, niemieckim wydaniu – bez powodzenia.

Czy pan zauważył, jak wielu ludzi poddało się iluzji, że to, co całkiem nieźle funkcjonowało w obliczu wyzwania światowego komunizmu, może dalej świetnie funkcjonowac bez tego wyzwania? Już dzisiaj widzimy gołym okiem, że tak nie jest.  Coraz więcej aferzystów i coraz mniej porządnych ludzi uczestniczy w profitach wolnego rynku oraz demokracji.
Pół wieku temu krajobrazy polityczne wolnego świata tworzyli ludzie wielkiego formatu: Roosevelt,
Churchill, de Gasperi, Adenauer, de Gaulle. Dzisiaj polityka we wszystkich niemal demokratycznych krajach świata, budowana jest z jednej strony na przeciętności, z drugiej – coraz mocniej się ociera o kompletną umysłową hołotę, bo ludzie poważni nie chcą miec z tym nic wspólnego.

Są ludzie, którzy rysują przed nami wizje katastroficzne. Powiadają, że nasz świat zawali się w wyniku niesprawiedliwości wobec takich jak pan, którzy będą stawali się coraz mniej przystosowani, ale znajdą w sobie dośc sił, aby na koniec wystawic jakiś straszny rachunek. Jest to pogląd anachroniczny, czerpie natchnienie z mrocznych doświadczeń przeszłości i sugeruje, że historia lubi się powtarzac.
Widzą oni, jak zza jasnego horyzontu przyszłości wyłaniają się wielkie zastępy ludzi z dalekiego Południa, wściekłych, upokorzonych i wygłodzonych, którzy w rytmie tam-tamów odtańczą swój zwycięski taniec na naszych świeżych mogiłach. Jeszcze inni powiadają, że spełni się przepowiednia o dominacji żółtej rasy.  Nie mogę pana pocieszyc, że wszystko ułoży się porządnie i uczciwie. Sądzę nawet, że będzie coraz mniej porządnie i coraz bardziej po świńsku.

Dochodzę do przekonania, że nasi dziennikarze, głównie radiowi i telewizyjni, ponoszą częśc odpowiedzialności za skretynienie polskiej polityki. Wcale nie dlatego, że dopuszczają się manipulacji, skądże znowu!
Mam na myśli zachowanie reporterów, którzy niemal każdego dnia miotają się po korytarzach Sejmu i Senatu, usiłują wyważac drzwi, za którymi właśnie zniknął jakiś polityk, pchają mu pod nos swoje kamery i mikrofony, a kiedy polityk odchodzi, zazwyczaj krokiem nieopisanie dostojnym, ciągnąc za sobą smugę błazeńskiej powagi, dziennikarze biegną za nim i błagają o słowa, jakby miał im coś sensownego do powiedzenia.

W ten sposób powstaje rzeczywistośc skłamana, bo przyglądając się tym zapasom na korytarzach można dojśc do wniosku, że w polskim parlamencie naprawdę dzieje się coś ważnego. Wiem, że w Paryżu, Berlinie czy Londynie nic podobnego się nie zdarza. Media usiłują nas przekonywac, że polityka stanowi sens zbiorowej egzystencji, a słowa parlamentarzystów czy członków rządu są na wagę złota. A przecież nasi politycy i bez tego mają marnie umeblowane w głowach, nieustanne krygowanie się przed kamerami jeszcze mocniej zakotwicza nas wszystkich na mieliznach głupstwa.


Fragment: A. Szczypiorski, Irytacje, „Polityka” 51/1999

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
  • awatar
     
     
    natus skarbie ;*
    myslalam ze cos swojego napisalas czy cos ale widze ze jest ciekawy "fragment" troche poczytalam i seryjnie cos w tym jest co oni mowia miedzy soba ;p